Kreatywność i oryginalność

Kreatywność… od jakiegoś czasu odmieniana chyba przez wszystkie przypadki. Każdy jest, albo chce być dzisiaj kreatywny. W wielu dziedzinach życia słyszymy, jak ważna jest kreatywność. Wymagają jej od nas w pracy, w szkole, przecież na zbliżające się święta trzeba przygotować kreatywne prezenty. Tylko czym w ogóle jest ta mityczna kreatywność? Czym ona jest zwłaszcza w dzisiejszym, postmodernistycznym świecie, gdzie podobno wszystko już było? Czy kreatywności można się nauczyć? Tak wiele pytań, gdzie są odpowiedzi?

Kreatywność nie jest żadnym nagłym olśnieniem. Za kreatywnością stoi zdecydowanie coś więcej.
Źródło: pexels.com

Czym jest kreatywność?

Długo nic nie pisałem na blogu i długo zastanawiałem się, czym tę przerwę uciąć. Szukałem jakichś kreatywnych tematów i chciałem, żeby było oryginalnie. I w głowie pojawiła się szalenie kreatywna myśl, by napisać o oryginalności. Tylko o takiej prawdziwej. O prawdziwej kreatywności, bo wydaje mi się, że dzisiaj słowo „kreatywność”, które jest bardzo modne, trochę straciło swoje właściwe znaczenie. Mam wrażenie, że dzisiaj, wychodząc również poza temat projektowania, osobę kreatywną postrzega się jako kogoś, kto siada przed białą kartką i od razu ma w głowie genialny pomysł – w ułamku sekundy dosłownie robi coś z niczego, a jego dzieło jest tak oryginalne, że odniesie murowany sukces i powali odbiorców na kolana. Jednak to nie tak. To zupełnie nie tak. Spróbuję więc rozbić kreatywność na mniejsze elementy, być może nawet na czynniki pierwsze.

Kreatywność to praca

Zdobywanie wiedzy teoretycznej to jeden ze sposobów, by poprawić swoją kreatywność. Warto jednak pamiętać też o praktyce.
Źródło: pexels.com

Dziecko, gdy przychodzi na świat, nie wie o tym świecie nic. Nie wie, że zielone światło sygnalizuje możliwość przejścia przez ulicę, nie wie też, że łyżka jest świetna do jedzenia zupy, ale do pieczeni lepszy będzie widelec. Nie wie wielu innych rzeczy. Po prostu nie wie nic. Musi jednak nauczyć się wielu rzeczy. Tego, że plusem oznaczamy dodawanie, a minusem odejmowanie. Musi wiedzieć, że czerwony kurek w kranie oznacza gorącą wodę. Tak samo początkujący grafik o projektowaniu nie wie nic. Nie potrafi przyporządkować fontu do właściwego stylu, więc nie wie, który krój czcionki będzie odpowiedni do danego projektu. Nie ma pojęcia, jak wykorzystać białą przestrzeń, by stworzyć poprawną kompozycję. Więc uczy się tego wszystkiego, tak jak małe dziecko uczy się świata. Poznaje nowe style projektowania, zgłębia zagadnienia typograficzne, coraz lepiej operuje kolorami i pewniej czuje się w tym, co robi. Krótko mówiąc trzeba po prostu ciężko pracować, poprawiać swoje umiejętności, uczyć się do lepszych, analizować ich projekty. Ciągle zadawać pytania – jak? Dlaczego? To wszystko po to, by móc zbudować sobie pole do działania. Tak jak muzyk, dla przykładu gitarzysta, zna nuty i akordy, wie, które dźwięki ze sobą połączyć, by brzmiały harmonijnie. Ta wiedza, którą posiada, pozwala mu tworzyć. I tak samo jest z projektowaniem – jeżeli umiejętności i wiedza są, to pozwalają one tworzyć rzeczy funkcjonalne, estetyczne, skuteczne. Najwięksi w swoich dziedzinach (bez znaczenia, czy mówimy o rzeźbiarzach, pianistach, tancerzach, czy grafikach) poświęcili wiele czasu i energii na naukę. Uczyli się po to, by wykorzystywać tę wiedzę i tworzyć interesujące rozwiązania.

Niestety w całej tej pracy i nauce tkwi pewna pułapka. Brzmi ona „ograniczenia”. Nie bez powodu wcześniej wspomniałem o dzieciach, które nic nie wiedzą na temat otaczającego je świata. Dzieci nie mają żadnej wiedzy, ale nie znają też jakichkolwiek ograniczeń. Ograniczenia są rzeczą bardzo ważną i niezwykle niebezpieczną. Właśnie taki jest sens słynnych słów Alberta Einsteina „Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić. I wtedy pojawia się ten jeden, który nie wie, że się nie da, i on właśnie to coś robi.”. Wszyscy wiedzą, że teoretyczny problem jest nie do rozwiązania, mają więc postawione ograniczenie i tkwią w przekonaniu, iż nie da się nic z tym zrobić. Nie potrafią wykrzesać z siebie kreatywności, która pozwoli im rozwiązać problem. Wtedy przychodzi ktoś, kto nie wie, że problem jest nie do rozwiązania i po prostu go rozwiązuje. Bo ten ktoś nie był ograniczony świadomością, że problem jest nie do rozwiązania. I takie właśnie są dzieci – wolne od skojarzeń (z biegiem lat człowiek przyswaja coraz więcej skojarzeń, od koloru kurków w kranie, poprzez uwarunkowania kulturowe, aż po zupełnie osobiste doświadczenia, jak np. ulubiony kolor partnera), wolne od schematów i ograniczeń.

Rozwijamy w dzieciach kreatywność pokazując im, jak używać kredek, jak konstruować proste instrumenty, ale paradoksalnie w ten sposób tę kreatywność zabijamy. Wiem, to stwierdzenie brzmi fatalnie – rozwijając kreatywność zabijamy ją. Dlaczego? Pokazujemy dziecku pewne schematy, zachęcamy do poszukiwania własnych rozwiązań i te schematy oraz rozwiązania się utrwalają. Przez cały życie buduje się pewna strefa konformizmu, gdzie wszystko działa prawidłowo, wszystko jest wiadome, więc po co szukać nowych rozwiązań? Potrzebna reklama dla banku? Proszę bardzo – połączymy szary i niebieski, dodamy do tego jakiś klasyczny krój, może być Georgia, zdjęcie uśmiechniętego faceta w średnim wieku, ubranego w garnitur i gotowe. Zdobywana latami wiedza po prostu ogranicza nieszablonowe myślenie, bo skoro jesteśmy przyzwyczajeni do pewnych schematów, to je wykorzystujemy. No przecież działają, więc o co chodzi? I tu dochodzimy do kolejnego składnika kreatywności.

Kreatywność to ryzyko

Trudno jest mówić o kreatywności bez wystawienia się na porażkę.
Źródło: pexels.com

Widzimy reklamę leku przeciwbólowego – przed głównym bohaterem ważne wydarzenie, jednak nagle dopada go ból głowy/zęba/kolana/pleców/czegokolwiek. Dramaturgia rośnie, bo główny bohater już wie, ze z powodu bólu zawali sprawę. Nagle ktoś przychodzi z pomocą – wręcza naszemu bohaterowi lek, który uśmierzy ból. Lek zostaje zażyty, na ekranie miga animacja komputerowa, która pokazuje jak tabletka, niczym pocisk wystrzelony z myśliwca, namierza źródło bólu i likwiduje problem. Bohater czuje ulgę, jest szczęśliwy i bierze udział w ważnym wydarzeniu, które było zagrożone przez ból. Skądś to znamy, prawda? Jeszcze nie dawno tak wyglądała większość reklam leków przeciwbólowych. Występ dziecka, koncert, zawody sportowe, konferencja przed tłumem ludzi – różne warianty, ten sam schemat. Twórcy tych reklam niewątpliwie nabyli wiedzę, jednak szli utartym, ale bardzo bezpiecznym i zachowawczym szlakiem. Żaden z nich nie podjął jakiegokolwiek ryzyka, po prostu wszyscy robili to tak, jak inni wcześniej, wiedząc, że to zadziała.

Jedną z pierwszych marek, jeśli nie pierwszą, które pokazały problem leków przeciwbólowych inaczej, był Metafen i ich pomysł na reklamę, za którym stoi agencja K2. Nie było dramatu, czy bólu, który zaprzepaści życiową szansę. Było coś innego – humor, pomysł, nieszablonowe rozwiązania. Twórcy tych reklam zaryzykowali, bo mogli ponieść porażkę. Pierwsza porażka mogła przyjść już w zespole, gdzie pojawił się pomysł – mógł go skrytykować i zdusić w zarodku szef zespołu. Pomysł mógł zostać też odrzucony przez szefa marketingu, dalej przez właściciela marki, który zlecił reklamę. I wreszcie pomysł mógł zostać odrzucony przez konsumentów, do których kampania była kierowana. Na każdym kroku czaiła się porażka, bo reklama niosła coś nowego i nieznanego, a przecież lubimy te piosenki, które znamy… I co się stało? Reklamy Metafen zostały przyjęte bardzo dobrze, zdobyły szereg nagród i podbiły serca konsumentów, którzy dali się przekonać. To był właśnie przejaw kreatywności.

Ryzyko zawsze jest elementem kreatywności, bo wkraczamy na nieznane dotąd wody. W kreatywności cała zdobyta dotychczas wiedza służy temu, by wyjść poza szablon, myśleć „out of the box”. Zaproponować rozwiązania, których jeszcze nikt nie proponował. Poszukać nowych możliwości ujęcia problemu lub jak ten człowiek, o którym mówił Einstein – „nie wiedzieć”, że problemu nie da się rozwiązać. Zaraz, bo skoro już coś wiemy, to czy da się nie wiedzieć? Nie dosłownie, ale da się odrzucić ograniczenia, które wiążą się z posiadaną wiedzą. W kreatywności trzeba po prostu porzucić swoją strefę komfortu, odepchnąć skojarzenia i przekonania, by dać coś, czego jeszcze świat nie widział. Uh, zabrzmiało górnolotnie…

Myślę, że ciekawym przykładem, by trochę zejść na ziemię, jest Microsoft i ich tablet PC, zaprezentowany już w 2002 roku. W zasadzie nikt przed Microsoftem nie przedstawił światu takiego urządzenia i… świat go nie przyjął. Firma podjęła ryzyko, zaprezentowała coś nowego, kreatywnego, ale nie odniosła sukcesu. Z jakiegoś powodu tablet PC po prostu nie zdobył popularności. Osiem lat później na scenę wyszedł Steve Jobs, zaprezentował urządzenie o nazwie iPad, które mocno przypominało tablet PC i… świat oszalał. Czy Apple ukradło więc pomysł Microsoftowi? Niekoniecznie, bo choć tablet PC zapewne był silną inspiracją dla twórców iPada, to dał coś, czego nie miał Microsoft, a czym potrafił przekonać ludzi. A może to po prostu nie był ten czas? Trudno powiedzieć, w końcu Da Vinci z niektórymi pomysłami daleko wyprzedził swoją epokę. Poza tym Microsoft też na pewno się czymś inspirował, może Star Trekiem? A twórcy Star Treka, kiedy włożyli dziwne urządzenie w ręce kapitana Picarda? Też zapewne mieli swoją inspirację…

Kreatywność wymaga inspiracji

Ot, pejzaż, jakich wiele. Ale natura też stanowi świetne źródło inspiracji – barwy, faktura, kształty… wystarczy trochę szerzej otworzyć oczy.
Źródło: pexels.com

Tak to już jest, że każdy (no, prawie każdy) chce być inny, oryginalny. Mieć własny styl, odznaczać się indywidualnością i w ogóle wyróżnić się z szarego tłumu. Podobnie jest z naszymi projektami – chcemy, by miały jakiś własny charakter, by były inne, niż konkurencyjne reklamy. Ale czy „inny”, oznacza „oryginalny”? Co tak naprawdę stoi za słowem „oryginalny”? Flat design, kiedy wchodził do świata projektowania, był na pewno stylem innym, wnosił pewną świeżość, w pewnym sensie na pewno był oryginalny, ale czy stutysięczna strona internetowa oparta na flat designie, która wygląda podobnie do stu tysięcy innych stron internetowych inspirowanych flat designem, będzie oryginalna? Raczej nie, ale czy to oznacza, że taka strona jest zła? Też nie – nadal będzie estetyczna wizualnie, łatwa w odbiorze i spełni swą rolę. Twórca takiej strony po prostu wzorował się na danym stylu. Stylu, który jest dobry, sprawdzony i po prostu działa.

Inspiracja jest bardzo potrzebna, czy może wręcz konieczna. Pozwala dostrzec pewne sprawdzone rozwiązania, na które sami może byśmy nie wpadli, lub ich odkrycie zajęłoby mnóstwo czasu. Podpatrujemy różne projekty i czerpiemy z nich pomysły. Brzmi jak droga na skróty… Poniekąd tak jest, tylko trzeba uważać, bo kiedy drogę skrócimy za bardzo, można otrzeć się o plagiat, czy może po prostu bezczelnie go popełnić. Nie chodzi o ordynarne kopiowanie, ale o inspirację. Bezrefleksyjnie kopiując czyjeś pomysły po pierwsze tracimy jakąkolwiek szansę na oryginalność, a po drugie narażamy się na przykre konsekwencje. Jak więc się inspirować? Można adoptować pewne elementy, próbować nadać im inną, nową formę – z resztą, najlepsi twórcy nigdy nie ukrywają, że inspirowali się innymi dziełami. Bo inspiracja to nie plagiat, nie ma w tym nic złego. Dla przykładu słynna polska szkoła plakatu ma widoczne wpływy surrealizmu, z kolei surrealiści inspirowali się w jakimś stopniu twórczością Hieronima Boscha, malarza tworzącego na przełomie XV i XVI wieku. Kim inspirował się Bosh? Między tradycją ludową Niderlanii, skąd pochodził. Jednak zarówno twórcy polskiej szkoły plakatu, surrealiści, jak i Bosch dali od siebie coś więcej. Wykorzystując kreatywność, nadali swoim inspiracjom nową formę, tworząc coś oryginalnego.

Inspirować można się wszystkim – od gotowych projektów, poprzez style, które wyznaczają tylko pewne ramy, aż po proste formy widoczne w przyrodzie. Jakie to proste formy? Dosłownie najprostsze. Czasem również w kolorach kwiatów można dostrzec schemat kolorystyczny, który będzie świetnie pasował do strony internetowej. Formy architektoniczne, wzornictwo przemysłowe… wszystko, co nas otacza. Warto po prostu obserwować świat, analizować go i wykorzystywać własne spostrzeżenia.

„Coś więcej”

Mimo wszelkich wysiłków i prób wykrzesania kreatywności nie zawsze, czy może wręcz bardzo rzadko, udaje się stworzyć coś zupełnie oryginalnego. We wstępie wspomniałem o postmodernistycznym haśle „wszystko już było”. Jednak przed surrealizmem nikt o surrealizmie nie słyszał. Nikt wcześniej nie wiedział, że można coś pokazać właśnie w sposób, w jaki to robili surrealiści. Więc? Było już wszystko to, co znamy. Ale na pewno coś jeszcze zostało do odkrycia, tylko póki tego nie odkryjemy, nie wiemy po prostu, że tak można…

Znowu zabrzmiało górnolotnie… Nie wiem, to chyba dlatego, że w kreatywności jest chyba trochę magii, odrobina „czegoś więcej”. Czegoś, co pozwala twórcy siadającego przed białą kartą zaskoczyć odbiorców. Kreatywność to praca, to ryzyko, to inspiracja – a wtedy, kiedy mamy to wszystko, czasem potrafi przyjść i natchnienie.